KUBA

Fot Mateusz P

Cześć, jestem Kuba.
Od zawsze czułem, że trochę różnię się od innych.

Kiedy myślę o szkole, wracają do mnie wspomnienia, które nie należą do najłatwiejszych. To był czas pełen przygnębienia i poczucia niezrozumienia. Uczyłem się w okresie, gdy temat autyzmu nie był jeszcze tak dobrze znany jak dziś. Przez to wiele rzeczy, które we mnie były po prostu inne, uznawano za „problemy”.

Diagnozę otrzymałem dopiero w klasie maturalnej — dość późno, by mogła coś realnie zmienić w mojej edukacji. Wcześniej uznano mnie za dyslektyka, a szkoła próbowała dopasować mnie do systemu, który po prostu nie był na mnie gotowy. Słyszałem, że „za mało się staram”, że „nie potrafię się dostosować”. Nie mogłem wstawać, siadać ani patrzeć przez okno, choć właśnie wtedy próbowałem znaleźć spokój.
Rówieśnicy też nie ułatwiali – śmiali się, odrzucali, tworzyli piosenki, które miały mnie ośmieszyć. Dla kogoś, kto tak bardzo pragnie zrozumienia, to bolało najbardziej.

Dziś, z perspektywy czasu i ze świadomością, że jestem w spektrum autyzmu, patrzę na to inaczej. Widzę, że wielu nauczycieli naprawdę chciało dobrze – po prostu nie mieli narzędzi, wiedzy ani wsparcia, by zrozumieć, co się ze mną dzieje. Wiem też, że wielu uczniów przeżywa podobne doświadczenia do moich.

Teraz, jako osoba w spektrum, która dobrze funkcjonuje w codzienności, widzę, jak ogromne znaczenie miało wsparcie moich bliskich. I jak ważna była moja własna determinacja, by nauczyć się żyć w świecie, który często bywa zbyt głośny, zbyt jasny, zbyt intensywny.
To, czego się nauczyłem, zawdzięczam uważności — obserwowaniu ludzi, ich emocji i sposobów komunikacji. To był mój osobisty trening, który pozwolił mi znaleźć balans.

Dziś chciałbym, żeby inni nie musieli iść tą drogą samotnie.
Żeby mieli kogoś, kto pomoże im zrozumieć siebie wcześniej, kto pokaże, że można żyć w świecie pełnym bodźców i wciąż czuć się dobrze.
Dlatego tak ważna jest dla mnie rola Kalejdoskopu — miejsca, które pozwala nam zmieniać perspektywę. Bo świat w spektrum to świat pełen kolorów, kształtów i emocji. Tylko trzeba nauczyć się patrzeć na niego właściwym światłem.

Moja nadwrażliwość na dźwięk i światło, która kiedyś była przeszkodą, dziś jest moją największą siłą. Pracuję jako realizator światła i dźwięku w teatrze.
Tam mogę zamienić nadwrażliwość w sztukę – tworzyć przestrzeń, w której inni mogą się zachwycić, odpocząć albo po prostu być sobą.
Kiedy widzę dzieci w słuchawkach wygłuszających, które potrafią obejrzeć cały spektakl bez płaczu i bez przebodźcowania – wiem, że to, co robię, ma sens.
To dowód, że moja droga, choć trudna, prowadziła w dobrą stronę.

Dziś moim celem jest pomagać innym osobom w spektrum w taki sposób, by mogły rozwijać się bez bólu i frustracji.
By mogły poznać siebie i zrozumieć, że ich wyjątkowość nie jest przeszkodą – jest wartością.
I właśnie to chciałbym przekazywać dalej.

Ustawienia Dostepności